| |
 |
 |
 |
| |
|
| Spotkanie z biznesem 15 stycznia 2010r. |
Jestem zbudowany. Pozytywną synergią samorządności i przedsiębiorczości na szczeblu lokalnym. Choć zasadniczo jestem makroekonomistą i najczęściej zajmuję się gospodarką narodową i ponadnarodowymi, łącznie z globalnym, układami ekonomicznymi, to nigdy nie miałem wątpliwości, że prawdziwy sukces społeczny i gospodarczy zbudować można tylko na konstelacji sukcesów cząstkowych – osiąganych w skali przedsiębiorstw i wspólnot lokalnych. Takie założenie leżało u podstaw "Strategii dla Polski" (http://tiger.edu.pl/ksiazki/polska_alternatywa.pdf) realizowanej w latach 1994-97, i "Programu Naprawy Finansów Rzeczypospolitej", PNFR (http://www.tiger.edu.pl/kolodko/ksiazki/O_Naprawie_Naszych_Finansow.pdf) urzeczywistnianego w latach 2002-03 i później, kiedy jego zasadnicze punkty były wdrażane już bez mego bezpośredniego udziału. Przecież niemożliwe byłoby uzyskanie w tamtym okresie zasadniczej poprawy konkurencyjności gospodarki i poprawy warunków życia ludności, gdyby nie rozwój oddolnej inicjatywy, czemu sprzyjała odgórna polityka. W sumie zaowocowało to przyrostem PKB na mieszkańca aż o ponad jedną trzecią. No, ale PKB Polski to zagregowana wartość nowo wytworzona podczas roku w dwu i pół tysiącach polskich gmin i dziesiątkach tysięcy przedsiębiorstw.
Cóż jest tak budujące? Otóż obserwacje, które mam okazję czynić podróżując bardzo intensywnie po ojczyźnie. W ślad za olbrzymim zainteresowaniem "Wędrującym światem" (www.wedrujacyswiat.pl) jestem zapraszamy na spotkania, wykłady, dyskusje. W trakcie tych wojaży odwiedziłem wiele miejscowości, nie tylko dużych ośrodków akademickich i znaczących centrów przemysłowych, ale także na tzw. prowincji. I wrażenie właśnie stamtąd wynoszone nastrajają tak pozytywnie. Oczywiście, nie zawsze i nie wszędzie, ale coraz częściej i w coraz większej ilości zakątków kraju ludzie radzą sobie zupełnie nieźle. Dużo lepiej niż rząd w Warszawie.
Pamiętam, jak latem 2002 roku, podczas inicjowania PNFR, którego jednym z trzonów była autentyczna reforma samorządowa wzmacniająca istotnie pozycję finansową gmin, przestrzegano mnie: "panie premierze, niech pan tego nie robi". "A dlaczegóż to?" pytałem, będąc przekonany, że tam, na dole, lepiej znając lokalne potrzeby i możliwości, ludzie również lepiej potrafią wykorzystywać publiczne pieniądze na realizację rozmaitych projektów zaspokajających ich potrzeby. "No bo zamiast jednego skorumpowanego rządu będziemy mieli dwa i pół tysiąca skorumpowanych gmin". Nie dałem jednak wiary, że psucie gospodarki i polityki zaszło w poprzednim okresie aż tak daleko i zasadnicza część PNFR została przeforsowana i wdrożona w życie. Gminy uzyskały znaczną samodzielność finansową opierając swą aktywność na większych, systemowo zagwarantowanych dochodach własnych. Oczywiście, sens takiej reformy strukturalnej polegał na równoległym przesunięciu na szczebel lokalny szeregu zadań i odpowiedzialności. I jeszcze bardziej dziś niż wtedy nie mam wątpliwości, że mieliśmy rację. To widać.
W wielu miejscach. W szczególności budujące są dla mnie ostatnio poczynione spostrzeżenia w gminie Witnica. Ten mały region na Zachodzie Polski, skąd bliżej do Berlina niż Poznania, radzi sobie wcale dobrze. Może właśnie dlatego, że nie ogląda się na stolicę i nie biadoli – co innym wciąż zbyt często się zdarza – tylko faktycznie, korzystając z demokracji i rynku, wziął swój los w swoje ręce. Miasto Witnica liczy zaledwie siedem i pół tysiąca mieszkańców. W całej gminie http://www.witnica.pl/, wraz z okolicznymi wioskami, nazbiera się ich około 14 tysięcy. Gmina prowadzona jest przez samorząd z Andrzejem Zabłockim, burmistrzem, i jego zastępcą, Eugeniuszem Kurzawskim. Stoją oni na czele władz samorządowych już nieprzerwanie od dwudziestu lat. I to – wraz z pragmatycznym i koncyliacyjnym, wyzutym z jałowych sporów ideowych i kłótni politycznych podejściem do rozwiązywania problemów, których przecież nie brakuje – jest jednym z podstawowych czynników odnotowywanych sukcesów. Przez dwie dekady transformacji, zapoczątkowane niefortunnym szokiem bez terapii, Witnica nie dała się przytłoczyć masom wyzwań. Nawet onegdajszego Państwowego Ośrodka Maszynowego, który obsługiwał okolicznych rolników i miejscowy PGR, nie zrujnowano, tylko przekształcono w prywatny i sprawy "POM POLONIA – spółka zoo".
Największe osiągnięcie gminy w ostatnich kilku latach to Witnicka Strefa Przemysłowa, która powstała wskutek wspomnianej synergii samorządności i przedsiębiorczości. Na 20 hektarach, uzbrojonych i doinwestowanych od strony infrastruktury przez gminę, powstało osiem różnych obiektów przemysłowych – od branży metalowej i papierniczej do transportowej i motoryzacyjnej. Te prywatne firmy – niektóre należące do zagranicznych przedsiębiorców, nie tylko z sąsiednich Niemiec – zatrudniają setki miejscowych pracowników i płacą podatki, także do gminnej kasy. Jej rachunki prowadzi również lokalny bank, który potrafi nie tylko w tym względzie konkurować z potentatami – Gospodarczy Bank Spółdzielczy, GBS Bank.
W roku 2010 jest co rozliczać. Otóż o ile "normalny" budżet gminny obracał około 28 milionami złotych rocznie, to w tym roku milionów tych jest prawie 60. A to w rezultacie umiejętnego wykorzystywania drugiego końca naszych wielkich reform strukturalnych: z jednej strony małe samodzielne gminy, z drugiej wielka Unia Europejska. Oba końce tego układu w znikomym i coraz mniejszym stopniu zależą od rozpolitykowanych rządów.
Dzięki właściwemu przygotowaniu wniosków uruchamiane są kolejne projekty inwestycyjne: od małych, jak budowa przedszkola, wiejskiej świetlicy czy wodociągu we wsi dotychczas go pozbawionej, poprzez rozbudowę systemu kanalizacji i oczyszczalni ścieków, po drogi i RCR, czyli regionalne centrum ratownicze, inwestycję już kilkunastomilionową, która wykonywana jest przy jedynie 15-toprocentowym udziale środków własnych. Wcześniej wybudowano sporo – od obiektów infrastrukturalnych i oświatowych po placówki kultury i boiska sportowe. Rozwija się także turystyka, czemu sprzyja nasz najmłodszy, niedawno utworzony Park Narodowy Ujścia Warty. Prawie połowa – około 3,5 tysiąca hektarów – tych pięknych, ulubionych przez barwne ptactwo rozlewisk leży na terenie gminy. I na dodatek gmina potrafi sensownie zatroszczyć się o bezdomne psy.
Okazuje się – nie tylko w tym przypadku, bo przecież jest ich więcej – że hasło "myśl globalnie, działaj lokalnie" może być w sposób twórczy i rozwojowy materializowane. Wystarczy do tego, bagatela!, pragmatyzm i dobre chęci. Ale one rodzą owoce tylko wtedy, gdy mogą rozkwitać w ramach funkcjonalnie sprawnych rozwiązań instytucjonalnych. Wzmocnienie lokalnej samorządności, z jednej strony, i polityka regionalna Unii Europejskiej, z drugiej, tworzą pożądaną tu synergię. Potem wystarczy już tylko nie kłócić się i nie tracić czasu. Mam wrażenie, że tak właśnie jest w Witnicy. I nawet nie mam pojęcia, kto do jakiej partii przynależy.
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Rozstrzygneliśmy nasz plebiscyt na Strażaka Roku! |
 To było dopiero plebiscyt! Wśród zawodowców od startu do mety prowadził Krystian Kosela z Gorzowa, wśród ochotników najostrzej walczyli strażacy ze Sławy i Świniar.
Obie kategorie wygrały Świniary, ale w pierwszej piątce ochotników jest aż trzech strażaków ze Sławy, która zajęła też drugie miejsce drużynowo. Ogółem na Strażaka Roku przyszło aż 42.811 głosów.
Plebiscyt Strażak Roku trwał od 4 maja. Zaczęliśmy od prezentacji kandydatów zgłoszonych przez ochotniczą i zawodową straż pożarną, później swoich faworytów mogli zgłaszać Czytelnicy.
Głosowanie (tylko za pośrednictwem SMS-ów) skończyło się 31 lipca. Otrzymaliśmy łącznie aż 42.811 głosów. 4.292 głosy wpłynęły w kategorii ochotniczych jednostek, 17.762 na zawodowców i 19.757 na ochotników. Honorowy patronat nad plebiscytem sprawowali: st. bryg. Stanisław Węsierski - komendant wojewódzki PSP i Edward Fedko, prezes zarządu wojewódzkiego Związku OSP RP.
Zwycięzcy w kategorii jednostek: 1 miejsce - Świniary (1535 głosów), 2 - Sława (848), 3- Deszczno (660), 4 - Trzebicz (530), 5 - Witnica (227). Najlepsi zawodowcy: 1- Krystian Kosela z Gorzowa (4969), 2 - Mirosław Podhorecki z Gubina (4352), 3 - Paweł Salak z Sulechowa (3382), 4 - Piotr Błażewicz z Gorzowa (3241), 5 - Mirosław Pacyna z Sulechowa (841). Ochotnicy: 1 - Zbigniew Kamiński ze Świniar (5553), 2 - Mariusz Drogosz ze Sławy (5164), 3 - Zdzisław Mikisz z Witnicy (1766), 4 - Jacek Głodowicz ze Sławy (1448), 5 - Krzysztof Rohatyński, OSP Sława (1239).
Nagrody dla zawodowców wynoszą: za 1 miejsce 3 tys. zł, 2 - 2,5 tys. (funduje "GL”), 3 - 2 tys., 4 - 1,5 tys., 5 - 1 tys. (funduje komendant wojewódzki PSP). Dla ochotników: 1 miejsce - 3 tys. zł (funduje "GL”), 2 i 3 - po 1,5 tys. zł (funduje prezes lubuskiego zarządu OSP), 4 i 5 miejsce - po 1 tys. (funduje "GL”). Dla jednostek OSP: 1 miejsce - statuetka i dyplom, od 2 do 5 miejsca pamiątkowe dyplomy. Wręczenie nagród na uroczystości święta OSP w Kolsku (powiat nowosolski) w tę sobotę 8 sierpnia (zaczyna się o 14.00 polową mszą św.).
Zgodnie z regulaminem plebiscytu obiecaliśmy też nagrody dla głosujących. Oto lista nagrodzonych (wybraliśmy ich w drodze losowania): Roman Rukawisznikow - Gorzów Wlkp., Przemysław Klimczak - Kunowice, Marzena Sakson-Janiak - Ośno Lub., Aneta Nowak - Zielona Góra, Piotr Tuz - Strzelce Kraj., Grażyna Stojanowska - Gorzów Wlkp., Andrzej Kamiński - Łomża, Maria Szewczyk - Kargowa, Jarosław Rodak - Skwierzyna, Agnieszka Kubiak - Świniary. Albumy "Niezwykłe i tajemnicze miejsca Ziemi Lubuskiej” zostały do nich już wysłane pocztą.
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Legenda Makusynów żyje
|
 Kilkunastoletnia córka zapytała mamę: - Kto to są Makusyni? Ta odpowiedziała: - Najlepszy harcerski szczep świata.
I miała rację. Ten zielonogórski szczep nie istnieje już od ponad 30 lat. Mimo tego ciągle żyje we wspomnieniach, opowieściach i historiach opowiadanych z taką werwą, jakby to wszystko działo się wczoraj. Co takiego tkwi w legendzie Makusynów? Pewien mój znajomy i młodszy o całe pokolenie człowiek, pytał: - Czemu bohaterem szczepu został Kornel Makuszyński? Autor, jego zdaniem nudny, piszący dydaktyczne ramoty, tak nieprzystające do życia, nawet w tamtej Polsce. Nie wiem. Kiedy miałem 13 lat i wstąpiłem do Makusynów, ich bohater, muszę przyznać, obchodził mnie średnio. Przeniosłem się tam, mimo iż nie chodziłem do Szkoły Podstawowej numer 13, przy której szczep działał. Czemu? Tak robili koledzy w klasie, a ci którzy już tam byli, mówili, że jest fajnie.
Piosenki, teatr, czasem mecz
Bo było. W końcówce lat 60., w czasie późnego Gomułki, ideologia, tak obowiązkowa wówczas, była gdzieś w tle. Mundury i robienie ,,małego wojska”, też. Cudaki, robienie teatru ulicznego, różne akcje, a nawet czasem mecz piłkarski na zbiórce - to było to, co wciągało. A piosenki powtarzane przez kolejne roczniki? ,,Do Zagłoby” śpiewałem jeszcze zanim wyjechałem na pierwszy obóz do Siedliska. Dopiero wówczas mogłem zobaczyć ten słynny wiejski bar, stojący na krzyżówce. Zresztą tam wypiłem pierwsze w życiu piwo. Szczegółów nie opowiem, ale ,, Do Zagłoby” śpiewam dalej...
Perswazja i to uporczywa...
W Makusynach starano się zainteresować czymś młodego człowieka. Jak miał zmysł artystyczny, to szedł do Cudaków, jeśli potrafił majsterkować, trafiał do drużyny technicznej, itd. Byłem początkowo w Cudakach, ale z uwagi na brak talentów muzycznych znalazłem się w Podwalu. To była drużyna z wielkimi tradycjami. Szefował jej dzisiejszy gdański senator PiS Antek Szymański, a Janusz Marciniak (obecnie prezes Klubu Sportowego Gwardia Zielona Góra) był przybocznym. I bawiliśmy się znakomicie. Antek i Janusz to w sumie faceci z mojego pokolenia, jednak nieco starsi, a wówczas dwa, trzy lata robiło wielką różnicę. Obaj rządzili mocną ręką, ale nigdy nie na zasadzie krzyków i gróźb. Raczej uporczywej perswazji. O dziwo, ulegaliśmy jej znacznie szybciej niż swoim szkolnym wychowawcom...
Rozdziawione gęby
Czemu drużynowi potrafili rozmawiać z chłopakami, a tym chciało się chodzić na zbiórki i ich słuchać? Wydawało się nam wówczas, że robimy coś ciekawego, innego niż wszyscy, coś, co pomaga nam uwierzyć w swoją siłę. Przy okazji (tego wówczas nie wiedzieliśmy) uczymy się szacunku dla innych, tolerancji i zrozumienia. Wiele z tego, co dziś sobą reprezentują byli Makusyni zostało ukształtowane tam na zbiórkach. Ale nad wszystkim czuwał druh Zbigniew Czarnuch. Ten nauczyciel historii był kimś bardzo ważnym dla wszystkich. Mówił cichym, spokojnym głosem, rzadko go podnosił. Trafiał w sedno, nie marudził i nie truł jak większość w szkole. Jego się słuchało. I fajnie opowiadał. Pamiętam jak kiedyś zbiórka była u Czarnucha w domu. Mieszkał wówczas przy ul. Kazimierza Wielkiego. Ciągle stoją mi przed oczyma wspaniałe rzeczy, jakie tam były: totemy, muszle, rozgwiazdy, jakieś pamiątki z wypraw na dalekie lądy. Ale rozdziawialiśmy gęby!!!
On rozmawiał z Czarnuchem!
Miałem to szczęście, że załapałem się na końcówkę Czarnucha w Zielonej Górze. Jeszcze udało mi się zaliczyć obóz, chyba ostatni, którego był komendantem. Mogę się mylić, ale to był bodaj rok 1970. Późniejsze pokolenia Makusynów już tylko były karmione legendą. A myśmy ją pięknie podgrzewali. Podczas kolejnego obozu, w 1971 r., już jako 17-latek opowiadałem, że rozmawiałem z Czarnuchem i pokazywałem młodszym kolegom, gdzie na zamku mieszkał w czasie obozu. Trochę naciągałem, bo w komendantówce byłem chyba raz i zostałem doprowadzony przez oblicze Czarnucha za jakieś wykroczenie. Ale legenda działała.
Duch zamku
Siedlisko. Magiczne miejsce. Nasi starsi koledzy odgruzowywali je i porządkowali. Myśmy tam się już tylko raczej bawili i szukali skarbów. Ale wyobraźcie sobie: wielki zamek, legendy, podziemne przejścia, katakumby z trumnami, słynny kominek, nad którym wisiał portret właściciela Fabiana von Schőnaicha. Ponoć o północy złaził z niego i w towarzystwie szkieletów biesiadował aż do rana. Nic dziwnego, że pierwsza nocna warta była wielkim przeżyciem. A słynne miejsca? Obóz dziewczyn, czyli Tympanon, nasz podobóz - Podwale, ujeżdżalnia albo baszta już same w sobie miały coś urzekającego. Do tego dochodził turniej rycerski, do którego szykowano sobie specjalne zbroje, a podczas niego można było się do woli naparzać czymkolwiek (pamiętam bitwę na ziemniaki), święto Neptuna z uroczystym powitaniem władcy mórz i jego żony Prozerpiny, festiwale, konkursy i czort wie, co jeszcze. Wszystko to sprawiło, że Siedlisko jest miejscem, do którego się wraca i szuka ducha zamku.
Pamiętaj o tym
On tam cały czas jest. Tak było tydzień temu podczas ostatniego spotkania starych harcerzy. Dzieli nas spora różnica wieku, bo przecież pokolenie, które budowało legendę Makusynów, napisało te wszystkie piosenki, scenariusze i książki, ze znanymi nazwiskami, takimi jak choćby Urszula Dudziak - to ludzie od nas starsi. W sumie tam, w harcerstwie nie mogliśmy się zetknąć. To nic. Znamy te same opowieści, te same piosenki. Dla nas każdy kawałek zamku kojarzy się indywidualnie inaczej, ale w sumie tak samo. Bo ta legenda żyje. My, starzy Makusyni (niestety, coraz starsi) ciągle coś czerpiemy z tamtych lat. Czarnuch wspominał jak pewien stary harcerz, na jakiejś imprezie, poznał go ze swoim synem - nastolatkiem. Powiedział wówczas: - Synu. To dzięki niemu jestem dziś tym, kim jestem. Człowiekiem. Pamiętaj o tym.
Andrzej Flügel
0 68 324 88 06
aflugel@gazetalubuska.pl
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Najstarszy browar w regionie nie upadnie
|
Liczący 160 lat browar w Witnicy zawarł układ z wierzycielami i oddalił tym samym widmo bankructwa. Ale nadal będzie musiał walczyć o przetrwanie.
W minionym roku browar stracił płynność finansową nie tylko w wyniku ostrej konkurencji światowych koncernów, które opanowały 95 proc. krajowego rynku piwowarskiego. Słód podrożał prawie półtorakrotnie, a chmiel dziesięć razy. Podrożał też prąd i gaz, ale tych podwyżek nie można było wkalkulować w cenę piwa. Ogłaszając w sierpniu minionego roku upadłość, zarząd nie zakładał likwidacji browaru.
- Chcemy się ułożyć z wierzycielami, a potem sprzedać inwestorowi, który da kapitał na rozwój - zapowiadał Edward Szuszakiewicz, prezes zarządu.
Browar ograniczył jednak produkcję i zmniejszył załogę do 53 osób. Przed kilkoma dniami sąd gospodarczy zatwierdził układ. Trzymilionowy dług wobec banków oraz dostawców surowców i butelek, został zredukowany o 40 proc., reszta spłacona będzie w ratach w ciągu czterech lat.
- Znaleźli się inwestorzy, gotowi przejąć zakład, czekali tylko na układ. Jeden z nich jeszcze w tym kwartale zainwestuje w browar - mówi prezes. Nadal naszą specjalnością będą ciemne piwa, ale już latem pojawi się biodar, napój chłodzący produkowany na bazie słodu i chmielu.
Witnicki browar powstał w 1848 r. Po wojnie wchodził w skład zakładów piwowarskich w Szczecinie i Zielonej Górze, od 1992 r. działa jako samodzielna spółka. Produkuje ok. 4 mln litrów piwa rocznie, a największą sławę przyniosły mu czarne portery.
Żródło:
Gazeta Lubuska
www.gazetalubuska.pl
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| W mieście będzie centrum ratownictwa |
Ratownictwo medyczne, komisariat policji, remiza strażacka, a także świetlica. To wszystko znajdzie się w Miejskim Centrum Ratownictwa. Ma być gotowe w przyszłym roku.
- Pomysł budowy centrum narodził się dawno. Komisariat oraz siedziba ochotniczej straży wymagają gruntownego remontu, pomyśleliśmy więc o wybudowaniu od podstaw nowoczesnej siedziby dla wszystkich służb ratowniczych - tłumaczy sekretarz miasta Paweł Pisarek.
Poczują się bezpieczni
Mieszkanka Witnicy Teresa Imbirowicz mówi, że takie centrum powinno powstać już dawno. - Wielu tragedii można by uniknąć, gdyby takie centrum działało - stwierdza. Pracownica służby zdrowia Marzena Pankiewicz dodaje, że centrum usprawni pracę służb medycznych. - Mamy wiele zgłoszeń z miasta, ale też z miejscowości wokół Witnicy. Wszystkie służby zebrane w jednym miejscu będą mogły szybciej i sprawniej dbać o nasze bezpieczeństwo - wyjaśnia
Może Unia dołoży
Tak naprawdę centrum ze strażą, policją i pogotowiem władze Witnicy podpatrzyły m.in. w partnerskim Münchebergu. - Takie centra działają na zachodzie Europy. Co ważne, działa tam również numer alarmowy 112. Będziemy się starali, żeby i u nas był - mówi sekretarz Pisarek. Nowością ma być miejsce na kulturę i rozrywkę. W centrum będzie sala na koncerty oraz inne imprezy. Pomieszczeniem będzie zarządzał dom kultury.
Budowa placówki pochłonie około 6 mln zł. Część pieniędzy ma pochodzić z Unii. Centrum stanie przy ul. Żwirowej, skąd bez problemu można dojechać w każdą część miasta, dotrzeć do drogi wylotowej oraz strefy ekonomicznej. Z centrum mają korzystać mieszkańcy Witnicy, Kostrzyna oraz miejscowości koło Gorzowa.
autor
Jakub Pikulik
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Witnica ma kilka nowych mieszkań
|
W nowym budynku socjalnym dach nad głową znajdzie sześć rodzin. Jednak w kolejce czeka co najmniej drugie tyle.
Pani Małgorzata mieszka z czwórką dzieci w wynajętym, obskurnym lokalu przy ul. Sportowej. Ale za kilka dni ma się przeprowadzić do nowego budynku. Trochę się denerwuje, bo przeprowadzka miała być już jesienią zeszłego roku. - Później na Święta Bożego Narodzenia, potem na sylwestra lub w pierwszych dniach nowego roku. Cięgle są jakieś opóźnienia - mówi witniczanka. Gmina zapewnia, że w lokalu dla pani Małgorzaty trzeba jeszcze tylko zamontować automaty do korzystania z energii elektrycznej. - Pozwalają one czerpać prąd wtedy, kiedy ma się na to pieniądze. Dzięki temu rodziny, które tam zamieszkają, nie będą powiększać długów - tłumaczy wiceburmistrz Eugeniusz Kurzawski.
Lokatorzy w potrzebie
Prace adaptacyjne w budynku przy ul. Strzeleckiej rozpoczęły się pod koniec 2005 r. W obiekcie, w którym odbywały się kiedyś kolonie PKP i działał zakład krawiecki, powstało sześć mieszkań.
Remont sfinansowała gmina. Kosztował 450 tys. zł. W budynku wymienione zostały okna i drzwi. - Ułożyliśmy glazurę w łazienkach i wykładziny w pokojach - mówi Andrzej Kucharski, kierownik ds. komunalnych w Zakładzie Gospodarki Mieszkaniowej.
Powstały mieszkania jedno, dwu i trzypokojowe. Obiekt jest też przystosowany do potrzeb osób niepełnosprawnych. W budynku jest wspólna łazienka, a każde mieszkanie ma własne ogrzewanie. - To nie utrudnienie, tylko przystosowanie do możliwości finansowych rodzin, które tu zamieszkają - mówi Maria Rydel, inspektor ds. mieszkaniowych i ochrony środowiska w witnickim magistracie. Mieszkania w nowym obiekcie dostaną głównie rodziny po wyrokach eksmisyjnych.
Długa kolejka chętnych
Jednak sześć lokali socjalnych nie rozwiąże problemu mieszkaniowego w Witnicy. Potrzeby są duże większe. Na liście oczekujących na mieszkanie komunalne jest około 20 rodzin. Na lokal socjalny czeka osiem rodzin. W tej chwili gmina jest właścicielem 160 budynków, czyli około 700 mieszkań.
Jarosław Janik
Gazeta Lubuska
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Browar Witnica jest za mały żeby podbić rynek |
 Nie wiadomo, jaki będzie los 70 osób zatrudnionych przy produkcji piwa. Sąd ogłosił upadłość witnickiego browaru.
Za mały na rynku
Od dłuższego czasu koszty produkcji są znacznie większe niż dochody firmy. - Gdybyśmy nie byli zakładem pracy chronionej, przez co mamy pewne ulgi, to już dawno byśmy upadli - mówi prezes Edward Szuszakiewicz i dodaje, że ogłaszając upadłość, sąd zostawił otwartą furtkę - pozwolił się dogadać z wierzycielami. - Rozmawialiśmy ze wszystkimi. Chcą pójść nam na rękę. Dzięki temu dalej prowadzimy produkcję - mówi.
W Polsce działa około 30 małych browarów. Rocznie każdy z nich produkuje nie więcej niż 200 tys. hektolitrów piwa. Produkcja w Witnicy utrzymuje się na poziomie 50 tys. Na zachodzie modne stają się browary restauracyjne. Produkują one piwo na własne potrzeby. W Polsce jest ich 11, ale tylko w dużych miastach. W Witnicy ten typ produkcji nie ma racji bytu.
- Są ogromne browary i nasze maleństwo, które nie jest w stanie konkurować z wielkimi firmami. To walka Dawida z Goliatem - mówi burmistrz Andrzej Zabłocki.
Mieszkańcy też nie mają złudzeń: - Duże browary kładą małe na łopatki. Niszczą nas ceną, choć witnickie piwo ma dobry i niepowtarzalny smak - mówi emeryt Eugeniusz Mikisz.
Nadzieja w podpiwku
Od paru lat browar szukał pomysłu na wyjście z kłopotów. Jako drugi w Polsce sprzedawał piwo w butelkach typu pet. Nie przyjęło się. Stawiał na piwo ciemne, które wygrywało ogólnopolskie konkursy. Niestety, nie ma ono wielu smakoszy. - Ja mam tylko dwóch klientów, którzy je kupują. Jak wezmę skrzynkę, to sprzedaję ją przez cały miesiąc. Nie jest to opłacalne - mówi sklepikarz z Witnicy.
Szansą dla browaru ma być produkcja podpiwku, kwasu chlebowego oraz napoju energetycznego. - Gdyby naszymi wyrobami zainteresował się jakiś dyskont spożywczy, to nie nadążylibyśmy z produkcją - zapewnia A. Szuszakiewicz. Ratunkiem byłoby też obniżenie podatku akcyzowego, ale na to raczej nie można liczyć. Tymczasem w Niemczech ulga wynosi 50 proc., Witnicki browar może liczyć na 10 proc.
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Wilki głodne sukcesów |

- Do piłki nożnej czy siatkówki trzeba mieć talent i fizyczne predyspozycje. A naszą dyscyplinę może uprawiać każdy - przekonuje witniczanin Józef Wilk.
Historia Baseballowego Uczniowskiego Klubu Sportowego Wilki Witnica jest bardzo krótka. W maju ub.r. Józef Wilk i dyrektor miejscowej SP Artur Maśnik wybrali się na pierwsze spotkanie do Europejskiego Centrum Szkoleniowego Małej Ligi Baseballowej w Kutnie. Cztery miesiące później na szkolnym boisku chłopcy zaliczali już pierwsze home runy.
Wybrali palanta
Baseball, w naszym kraju chętniej nazywany palantem, przyjął się w Witnicy nadzwyczaj szybko. Dziś bawi się w niego prawie 50 dzieciaków w wieku od sześciu do 17 lat - uczniów miejscowych SP, Gimnazjum i LO. Zainteresowanie nową dyscypliną jest tak duże, że od 8 maja do 11 czerwca pięć drużyn rywalizowało w wewnętrznej, Małej Lidze Baseballowej. Po rozegraniu 24 spotkań nagrodę za zwycięstwo odebrali Fire Shots, składający się z uczniów klas IVd i VId.
- Propagujemy nie tylko dorosłą odmianę baseballa, lecz również tee ball i soft ball - wylicza Wilk. - Pierwsza specjalność jest przeznaczona dla trzech najmłodszych klas podstawówki i polega na uderzaniu piłki z podstawki. W drugiej, przeznaczonej głównie dla dziewcząt, piłkę rzuca się od dołu.
Chętnych przybywa z każdym miesiącem. Nie ma kłopotów z wyposażeniem grających w sprzęt, bo ten funduje nieodpłatnie Centrum w Kutnie.
Pokazali się w Polsce
BUKS Wilki został formalnie zarejestrowany dopiero 5 lipca, ale drużyna zdążyła już zagrać w kilku prestiżowych turniejach. W mistrzostwach Polski młodzików (11-12 lat) witniczanie zajęli siódme miejsce, w MP w tee ballu wywalczyli szóstą lokatę, a Tramp Open Cup w Toruniu ukończyli na czwartym miejscu.
W Polsce mają coraz więcej przyjaciół. W grudniu wystąpią w turnieju mikołajkowym w Augustowie, a pod koniec stycznia przyszłego roku wybierają się na międzynarodowe zawody do Działdowa. Wszystkie te imprezy odbywają się pod egidą kutnowskiego Centrum, będącego szkoleniową stolicą dla Europy, Afryki i Bliskiego Wschodu. W światowym baseballu nie ma drugiego, równie rozległego geograficznie regionu.
- Dzieciom podoba się, że nawet podczas treningów mają do dyspozycji profesjonalne pałki, rękawice, kaski, ochraniacze i kolorowe komplety strojów - dodaje Wilk. - Postaramy się nie zmarnować tego zapału.
autor
Robert Gorbat
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Straż razem z policją i pogotowiem |
Za 2 mln euro gmina chce postawić nowoczesną remizę. Ma się do niej wprowadzić straż pożarna, ratownicy medyczni i policja.
Na nową remizę potrzeba ponad 2 mln euro. Gmina chce je pozyskać z Unii. Budynek projektu gorzowskiego architekta Pawła Sierakowskiego ma stanąć przy ul. Żwirowej, niedaleko posterunku policji.
Niemcy pomagają
Burmistrz Andrzej Zabłocki nie ma wątpliwości, że nowa remiza jest potrzebna. W starej nie ma już miejsca. Część strażackich samochodów stoi w garażach policji. Przydałoby się też miejsce na karetkę ze szpitala w Kostrzynie. - Od wielu lat na nowy posterunek czekają też policjanci. Kiedy dowiedzieli się o budowie remizy, wpadli na pomysł, żeby powiększyć ją o komisariat. Już dogadaliśmy się z komendą powiatową i wojewódzką i razem będziemy szukali pieniędzy na budowę - mówił nam wczoraj burmistrz. Potwierdził to Jarosław Nawrocki z Komendy Miejskiej Policji w Gorzowie.
Przy budowie remizy miasto chce współpracować ze strażakami z Muncheberga. - Trzy lata temu zbudowali oni remizę, na której się wzorujemy. Jednak chcemy uniknąć ich błędów - tłumaczył wczoraj burmistrz.
Zasłużyli na remizę
Prace budowlane mają ruszyć na początku przyszłego roku. - Czekamy na nową siedzibę z utęsknieniem - mówił nam wczoraj szef strażaków Zdzisław Mikisz.
Strażacy w Witnicy są ochotnikami. To jedna z najbardziej licznych i aktywnych grup w powiecie. Skupia 160 strażaków, ale grono to stale się powiększa. W ubiegłym roku ponad 200 razy wyjeżdżali oni do pożarów i innych wypadków. - Wykonują niebezpieczną i ważną robotę - mówi mieszkaniec Stefan Dobrowolski.
Pracę ochotników docenia też gmina. Systematycznie kupuje im sprzęt pożarniczy i wykłada 200 tys. zł rocznie na utrzymanie jednostki. - To nie jest nasz obowiązek, ale wolimy utrzymywać OSP, bo nie zawsze możemy czekać na zawodowych strażaków, którzy na dojazd z Gorzowa czy Kostrzyna potrzebują 20 minut - mówi burmistrz Zabłocki.
Jarosław Janik
Gazeta Lubuska
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Byliśmy na majówce |
Kilka tysięcy osób bawiło się na wielkim festynie z "GL”. Zabawę urządziliśmy razem z Miejskim Domem Kultury.
W witnickim Parku Drogowskazów, do którego zaprosiliśmy uczestników zabawy, wszystkiego było pełno: atrakcji muzycznych, gier i zabaw dla dzieci oraz dorosłych, sportowych emocji i konkursów z nagrodami. Festyn z "GL” zgromadził kilka tysięcy osób. Nasi Czytelnicy pojawili się z całymi rodzinami.
Bieg po puchar
- Jest wspaniale, a najbardziej podoba mi się na zjeżdżalni - mówiła nam wczoraj pięcioletnia Klaudia Bil z Witnicy, która na piknik przyszła z tatą Piotrem i babcia Barbarą. - Festyn to jest impreza, która odrywa nas od codziennej szarości - mówił pan Piotr. - Szkoda, że taka atrakcja jest tylko raz w roku - dodała pani Barbara. Podobnego zdania był Sławomir Jamnik ze Stańska koło Górzycy: - Lubię takie imprezy. Jest dobra muzyka i można wspaniale spędzić czas wolny. Szkoda, że następna taka zabawa dopiero za rok - stwierdził.
Na początku festynu odbyły się biegi o puchar prezesa Lubpressu, wydawcy "GL”. W grupie uczniów szkół podstawowych zwyciężył Bartek Frątczak z Sosen koło Witnicy. - Lubię biegać, ale dotychczas nie miałem sukcesów. To moje pierwsze zwycięstwo w życiu - cieszył się sportowiec. Na mecie czekała na niego mama Irena Frątczak.
W klasie otwartej na dystansie 2 tys. m wygrał i zdobył puchar Kamil Podberski, zawodnik Pomorzanina Cychry koło Dębną.
Grały kapele, były nagrody
Podczas majówki odbył się też VIII Powiatowy Przegląd Zespołów Rozrywkowych o Złoty Puzon. - Jury przyznało wszystkim zespołom jednakowe nagrody, bo wszyscy grali wspaniale - mówił Władysław Ryl, dyrektor Miejskiego Domu Kultury.
Uczestnicy festynu mieli szansę wygrać atrakcyjne nagrody, m.in. rowery. Wystarczyło, że prawidłowo wypełnili wycięty z "GL” kupon konkursowy, wrzucili go do urny i czekali na wyniki losowania.
- Kupiłam gazetę i liczę, że wygram rower - mówiła nam Danuta Jamnik z Witnicy, dodając, że nawet jeśli wróci do domu bez nagrody, będzie zadowolona z udanej zabawy.
Jarosław Janik
Gazeta Lubuska
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Chcą mieć sklep i stację
|
Miasto planuję ściągnąć inwestorów, którzy mają wybudować w mieście market oraz stację benzynową. Mieszkańcy już się cieszą.
Gmina chce sprzedać teren w obrębie witnickiej strefy przemysłowej. Są to działki przy drodze wojewódzkiej z Gorzowa do Kostrzyna i niedaleko od bocznicy kolejowej. Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych uznała, że to parcele najbardziej atrakcyjne w całym woj. lubuskim. Gmina podzieliła ziemie na dwie działki. Wkrótce ma się odbyć przetarg. Tereny wyceniono na 800 tys. zł. Gmina dokładnie wie, co ma na nich powstać.
Na 1,5 ha w kwadracie ulic Towarowej, Żwirowej, Usługowej i Przemysłowej ma być sklep. - Nie jesteśmy Poznaniem i nie potrzeba nam supermarketu. Mamy na uwadze raczej spory market - wyjaśnia wiceburmistrz Eugeniusz Kurzawski. Dodaje, że działka jest na tyle duża, że można na niej postawić budynek i jeszcze urządzić parking.
Mieszkańcy już się cieszą. - Gdy będzie market, to pewnie spadną ceny. I o to chodzi - mówi Halina Ludwikowska.
Magistrat do tej pory nie chciał wpuszczać do Witnicy sieci marketów (jest tu tylko sklep sieci Biedronka i market Gezet). Teraz, zdaniem urzędników, nadszedł czas na zmiany. - Nie obronimy się przed propozycjami i jesteśmy na to przygotowani - stwierdza E. Kurzawski.
Drugi teren - 40 arów przy Rondzie Watykańskim obok nowej obwodnicy i trasy wylotowej na Kostrzyn - to według miasta miejsca na stację paliw. - Gdybym miał pieniądze, sam bym się zgłosił do przetargu, bo stacja w takim miejscu to świetny interes - mówi mieszkaniec ul. Gorzowskiej. Zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego teren został przeznaczony na usługi komercyjne, obsługę samochodową i zakład drobnej wytwórczości.
O tym, czy znajdą się chętni, żeby wybudować w Witnicy stację paliw i market, dowiemy się w połowie marca.
Jarosław Janik
Gazeta Lubuska
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Najdłuższa zebra w kraju
|
W Lubuskiem, a może i w całym kraju nie ma takiej atrakcji: od wczoraj piesi mogą chodzić zebrą, która ma ponad 50 pasów.
Jacek Kowalski z kolegą uwinęli się z namalowaniem zebry w niecałe dwie godziny. Zużyli ponad 20 litrów farby.
|
|
 |
więcej > |
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Lubuskie piwem stoi
|
Piwo Czarny Boss z Witnicy wyjechało z targów Polagra-Farm z jedną z 18 Pereł. Dwa lata wcześniej docenili je nasi Czytelnicy w konkursie "GL” na produkt regionalny.
Perły przyznano po raz szósty w ramach "Naszego kulinarnego dziedzictwa”. Z lubuskiego o to prestiżowe wyróżnienie ubiegały się trzy przysmaki: porter, wino gronowe z winnicy Kinga w Starej Wsi i miód wielokwiatowy łąkowy z Doliny Noteci.
Śliwka i goryczka
- Sekretem piwa jest woda. My mamy własne ujęcie - tak sukces porteru tłumaczył szef browaru Edward Szuszakiewicz. - Dodajemy też polski chmiel i słody. Piwo fermentuje w sposób klasyczny czyli bardzo długo, powoli i w niskich temperaturach. Bez żadnych przyspieszaczy.
Browar w Witnicy może pochwalić się 150-letnią tradycją, a Czarny Boss produkowany jest od początku lat 90. Oprócz uznania czytelników, zyskał sobie też dobrą markę wśród internautów. Dwa lata z rzędu wyróżnili go jako najlepsze piwo w grupie porterów. - Nic dziwnego. Smakuje wybornie goryczką i śliwką. W dobrym towarzystwie sam chętnie po nie sięgam - przyznaje E. Szuszakiewicz.
Nie wiedzą, czy zdążą
Nominację do Perły miał miód Wiesława Dudka z Gralewa. Jego gospodarstwo rozciąga się na 18 ha ziemi. Ma 60 rodzin pszczelich. - Cieszę się, że jestem w Poznaniu, bo nie sztuka miód wyprodukować. Sztuka go sprzedać, a tu poznaję nowych klientów - zdradził pan Wiesław. - Mam taki zbyt, że nie wiem, czy nadążę z produkcją.
Zwiedzający hale w Poznaniu mogli też skosztować lubuskiej kapusty kwaszonej i kwaszonych ogórków z Lipek Wielkich k. Santoka. Przysmaki te produkuje Henryk Sondej, a tradycje zapoczątkował jego dziadek ponad 30 lat temu. Dla spragnionych było jeszcze jedno nasze piwko. Tym razem z browaru Edi we Wschowie. - Niepasteryzowane, żywe, naturalne - tak zachwalał swój napój Edward Wilk, który zaledwie osiem lat temu stworzył browar. Tradycje wytwarzania piwa we Wschowie sięgają XV wieku, dlatego pan Edward stara się o miano produktu regionalnego dla swojego piwa.
Tatiana Mikułko
Gazeta Lubuska
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Tam gdzie premier żaby łapał |
Czy w ciągu kilku minut być w Wadowicach, Krakowie, Rzymie i na Watykanie? Można przy odrobinie wyobraźni. Premier Kazimierz Marcinkiewicz otworzył w sobotę nowa obwodnicę Witnicy, która nosi nazwę Droga Jana Pawła II.
Witnica jest krajowym potentatem w drogowej symbolice. To tu przecież powstał niezwykły Park Drogowskazów, gdzie swoje miejsce ma nawet Koziołek Matołek i Pacanów. W sobotę sprawa była jednak jak najbardziej poważna. Po pierwsze miasto zyskało nowiutka obwodnicę, a po drugie otwierał ją sam premier. Na Drodze Jana Pawła II znajdują się cztery ronda, symbolizujące życiowe przystanki Papieża Polaka: Rondo Wadowickie, Rondo Krakowskie, Rondo Rzymskie i Rondo Watykańskie. Premier Marcinkiewicz przyjechał na Rondo Rzymskie i tam przeciął wstęgę. Wcześniej jednak zwrócił się do mieszkańców Witnicy, i to dosłownie, bo przeprosił oficjeli stając do nich bokiem, a mówił do tłumu za barierkami. - Wytłumaczę dlaczego tu przyjechałem na otwarcie tej drogi. Przyjechałem do Witnicy, bo 20 lat temu byłem tu. W czerwcu lipcu i sierpniu mieszkałem nieopodal na witnickim polu gdzie wojsko postawiło namioty i przeprowadzało akcje oczyszczania melioracji. Tu w 1986 jako st. kapral podchorąży łapałem żaby i czyściłem rowy melioracyjne. Już wówczas widziałem, że Witnica jest piękna i mieszkają tu kapitalni ludzie. Widzę, że ta zawziętość lokalnych władz i mieszkańców przynosi nieprawdopodobne efekty - mówił premier. Te efekty to obwodnica, którą zaplanowano już 20 lat temu, a dopiero dziś udało się ją zbudować i oddać do użytku. - Trzeba było mocno uzasadniać, przekonywać władze wojewódzkie i przedstawicieli Unii Europejskiej, że właśnie w Witnicy trzeba budować jak najszybciej. Jednym z ważnych elementów była Witnicka Strefa Przemysłowa, której obwodnica stanowi miała jej integralną część. Strefa to nasz lokalny pomysł na rozwój gminy, to nasz pomysł na przyszłość - mówił burmistrz Andrzej Zabłocki. A premier chwalił zaradność witniczan. - To strefa nie tworzona przez rząd, przez państwo, przez jakieś specjalne ulgi, ale wymyślona i stworzona przez was. Zrobiliście to sami i tego wam gratuluję. Tylko w ten sposób działając i pracując możemy zmieniać oblicz naszego kraju - chwalił Kazimierz Marcinkiewicz. Zakłady w Witnickiej strefie przemysłowej zatrudniają obecnie ok. 300 pracowników. Docelowo ma tu znaleźć pracę 500-700 osób. - To przełom w życiu gospodarczym Witnicy,a przecież nie powiedzieliśmy jeszcze ostatniego słowa - mówił burmistrz Zabłocki.
Obwodnica nie jest typowa nie tylko ze względu na nazwę i ronda. Nie omija miasta w odległości 3-4 km, ale przebiega w jego granicach. - To było zaplanowane. chcemy, aby każdy z 8 tys. kierowców jadących tedy codziennie zobaczył Witnicę chociaż z okien samochodu. A mamy nadzieję , że niektórzy zatrzymają się na dłużej, skoro z obwodnicy można zjechać aż czterem a rondami - zachęcał burmistrz.
Nie tylko na rondzie premier przecinał wstęgę. Otworzył również nowy zakład w strefie witnickiej należący do szwajcarskiej firmy Steinform, jednego z największych w Europie producentów kamienia naturalnego. Zwiedził również nowy imponujący zakład papierniczy Lamix należący do jednego z Witniczan. - Wczoraj spotkałem się z wielką korporacją zrzeszającą tysiąc największych japońskich firm zainteresowanych inwestowaniem w Polsce. Przedwczoraj spotkałem się z prezesem General Elektric, bo także są zainteresowani wejściem do Polski. Ale naprawdę zatrudnienie i rozwój gospodarczy gwarantują małe i średnie przedsiębiorstwa. To co się dzieje w Witnicy jest idealnym przykładem tego, jak powinniśmy gospodarować w całej Polsce - stwierdził premier.
Dariusz Barański
Gazeta Wyborcza
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Witnicka ziemia rodzi gliniane garnki |
W czasie badań przy budowie obwodnicy archeolodzy odkryli ok. 200 grobów z czasów kultury łużyckiej.
Plony wykopalisk archeologicznych są eksponowane w witnickim ratuszu. Archeolodzy odkryli cmentarzysko, które było użytkowane od ok. 1100 r. p.n.e. do 400 r. p.n.e.
W tym okresie w powszechne użycie weszły gliniane naczynia. Ciała zmarłych palono, a kości składano w glinianych naczyniach, nazywanych popielnicami. Zmarłego rodzina wyposażała na drogę w zaświaty w odpowiednie rekwizyty, głównie w naczynia, także gliniane. Większa część znaleziska to takie właśnie przedmioty.
Co wiemy o prawitniczanach
Władysław Wróblewski: - Znaleziska z pobliskiej osady są skromniejsze, wręcz lichutkie.
Stanisław Sinkowski, archeolog z muzeum w Gorzowie, kierownik wykopalisk: Tak, materiał jest mniej ciekawy. Garnki były używane aż do zniszczenia, a potem trafiały na śmietnik.
Zmarłego chowano z naczyniami, których używał za życia?
- Raczej nie. Ceramika gospodarcza jest toporna, a na cmentarzysku przeważają naczynia delikatne i bogato zdobione. Ale część była używana, o czym świadczą wytarte dna.
Rarytasy?
- Zdarzały się. Na przykład ceramika malowana. Uważało się, że dotarła do południowego brzegu Warty. W Witnicy okazało się, że przekroczyła rzekę. Albo "grób komorowy". Miał formę drewnianej skrzyni. Takie znalezisko to w Polsce rzadkość. Może zmarły przybył z południa i został pochowany tak, jak to było w zwyczaju w jego rodzinnych stronach? A może był miejscowym wodzem? Grób musiał wykonać ktoś, kto znał tę metodę pochówku.
Wygląda na to, że na długo przed renesansem kultura wędrowała do nas z południa.
- Owszem. Na przykład dwojaki i trojaki, czyli podwójne i potrójne naczynia dotarły tu przez Śląsk znad Dunaju. Dolina dolnej Warty leżała na styku tras z północy na południe i z zachodu na wschód. Była zatem wystawiona na wiele wpływów. Na przykład pomysł naczyń z dwoma otworami, tzw. mis oczkowych, dotarł tu ze Skandynawii.
Czasem mam wrażenie, że gdzie człowiek nie wbije łopaty, trafi na kulturę łużycką.
- Te ziemie były atrakcyjne do osiedlenia. Niedaleko, w Łupowie, przebadano podobne cmentarzysko. Antropolog ocenił, że "Łużyczanie" byli w bardzo dobrej kondycji. Badania szczątków zmarłych prawitniczan zbliżają się do końca. Niedługo powiemy coś więcej.
Władysław Wróblewski
Gazeta Wyborcza
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Spotkania na pograniczu z trzema rakietami |
Zawody miały wyłonić specjalistę od trzech rakiet, czyli najlepszego zawodnika w badmintonie, tenisie ziemnym i tenisie stołowym. Rozgrywana w Witnicy i Gorzowie trzydniowa impreza zgromadziła na starcie blisko 200 zawodników. Pierwszy w historii taki turniej w naszym regionie wygrał Michał Chocimko. 19-latek z Międzyrzecza okazał się bezkonkurencyjny w sobotnim turnieju badmintona, najlepiej spośród uczestników wszystkich trzech konkurencji wypadł także w zawodach pingpongistów - zajął 25. miejsce.
W niedzielę zawodnicy na jeden dzień przenieśli się z Witnicy do Gorzowa, gdzie rozegrali turniej tenisa ziemnego. Na kortach w parku Słowiańskim najlepszy był gorzowianin Piotr Żurek.
Zawody transgraniczne organizowane są w Witnicy od 1999 r. - 1 maja to data wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. Chcemy pokazać, że jesteśmy jedną wielką rodziną, a jednoczy nas właśnie sport. W tym roku przyjechali do nas przyjaciele z Niemiec, a w turnieju siatkówki amatorów, który równolegle odbywał się w Witnicy, zagrali Anglicy - mówił główny organizator, prezes klubu UKS Witniczanin Andrzej Kuderski. - Mamy kolejne ambitne plany. Myślimy o budowie w Witnicy hali balonowej do gry w tenisa ziemnego. Wtedy będziemy mogli zagrać cały turniej na miejscu.
Największym wydarzeniem trzydniowych zmagań był pierwszomajowy turniej tenisa stołowego. Zawody pingpongistów zorganizowano już po raz piąty z funduszy unijnych Phare CBC. O zwycięstwo walczyło 130 zawodników z całej Polski. Nie zabrakło również gości z pięciu zaprzyjaźnionych niemieckich drużyn. Turniej wygrał Bogusław Koszyk (ZKS Drzonków), który w finale pokonał Jacka Nowokuńskiego z Gorzovii. Gorzowianin w meczu półfinałowym sprawił swoim kibicom miłą niespodziankę. Pokonał Krzysztofa Kaczmarka z Unii Olimpii Grudziądz, najskuteczniejszego w tym sezonie zawodnika ekstraklasy, który wygrał w Witnicy przed rokiem. Kaczmarek wystąpił w zawodach, mimo że dwa dni później czekał go ważny mecz ligowy. - Działacze z Grudziądza nie byli zadowoleni, że chciałem tu zagrać. Myślę jednak, że nie wpłynie to źle na moją formę. W turnieju gra wielu świetnych graczy, a mecze z wymagającymi rywalami dają dużo więcej niż zwykły trening - powiedział "Gazecie" Kaczmarek, który zakończył poniedziałkowe zawody na trzecim miejscu.
Szymon Kulczycki, który przez ostatni rok grał w drugiej Bundeslidze w Borussi Spandau, turniej w Witnicy potraktował rekreacyjnie, a mimo to zakończył zmagania na 9. miejscu. - To była dobra okazja, aby odejść od książek i trochę odpocząć. Mam teraz egzaminy na uczelni i od miesiąca, gdy wróciłem z Niemiec, ciągle się uczę. Deszczowe dni, takie jak dziś, zawsze lepiej spędzić w hali, tu chociaż nie pada na głowę, a na dodatek mam okazję pograć z dobrymi zawodnikami - mówił Kulczycki, który od nowego sezonu wraca do Gorzovii.
W turnieju tenisa stołowego zagrało aż 30 dziewcząt. Agnieszka Klóska z Gorzovii nie przeszła fazy grupowej i w turnieju zajęła 34. miejsce. - Z mężczyznami nie gra się łatwo, bo mocniej uderzają piłeczkę. Ten turniej to dla mnie dobra szkoła. Można się sprawdzić w walce z wymagającymi przeciwnikami. Grałam dziś m.in. z Radkiem Żabskim z Drzonkowa - cieszyła się Klóska. - Pod koniec maja czeka nas jeszcze półfinałowy turniej Pucharu Polski, więc występ w tych zawodach na pewno dobrze nam zrobi.
Trzy rakiety maturzysty
Michał Chocimko pochodzi z Międzyrzecza. Tenis stołowy uprawia od sześciu lat, obecnie reprezentuje barwy STS Zespół Szkół Rolniczych Bobowicko. Swoją przyszłość wiążę ze sportem. Chce studiować w Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu lub Gorzowie. Choć chciałby kiedyś zostać pingpongistą i marzy mu się gra w ośrodku w Drzonkowie, od dwóch lat z powodzeniem gra również w badmintona. Z reprezentacją liceum ogólnokształcącego z Międzyrzecza wygrał regionalne szkolne rozgrywki. Właśnie skończył naukę w szkole średniej i dziś będzie pisał egzamin maturalny z języka polskiego. - Ten turniej to była świetna okazja na odreagowanie stresu, bo przecież teraz już nic się nie nauczę. Ostatni dzień turnieju bardziej walczyłem z zakwasami, ale i tak było nieźle - mówił. W turnieju miał okazję zagrać z najlepszymi. Walczył z Bogusławem Koszykiem i Jackiem Nowokuńskim. Oba pojedynki nieznacznie przegrał. - Fajna przygoda i dobra nauka. Teraz wiem jak dużo mi do nich brakuje. Chciałbym kiedyś grać na takim poziomie - opowiadał Chocimko.
Kamil Siałkowski
Gazeta Wyborcza
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
|
Gmina z własną strefą przemysłową
Gmina Witnica (Lubuskie) kilka lat temu w ramach zwalczania bezrobocia wynoszącego 23 proc. stworzyła własną gminną Witnicką Strefę Przemysłową z uzbrojonymi terenami inwestycyjnymi. Po kilku latach prawie wszystkie działki zostały już wykupione przez inwestorów.
Dzięki funkcjonowaniu Witnickiej Strefy Przemysłowej bezrobocie zmniejszyło się do 15 proc. Teraz gmina będzie poszerzać strefę o kolejne 25 ha terenu. Dobra promocja i dbałość o inwestorów docenione zostały przez organizatorów konkursu „Grunt na medal”. W ubiegłorocznej edycji gmina została laureatem tej nagrody w woj. lubuskim.
Działka wyróżniona w konkursie „Grunt na medal” organizowanym przez Polską Agencję Informacji i Inwestycji Zagranicznych oraz urzędy władz wojewódzkich jest ostatnią wolną parcelą w Witnickiej Strefie Przemysłowej. Grunt jest własnością miasta. Do atutów działki należy bezpośrednie sąsiedztwo drogi wojewódzkiej nr 132, przy budowanej obwodnicy miasta, i bocznica kolejowa w odległości 250 m.
Kolejne atuty to pełna infrastruktura terenu, w tym np. dostępność wody i kanalizacji sanitarnej, gazu średniego ciśnienia oraz energii elektrycznej w ilości 4 MGW. Gmina ma miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego dla terenów przemysłowych. Niewielka Witnica buduje, częściowo za pieniądze unijne, obwodnicę miejską.
Jak powstawała strefa
Wskaźnik bezrobocia w Witnicy wynosił 23 proc. W Gorzowie Wielkopolskim upadły duże zakłady pracy, zatrudniające sporą liczbę witniczan. Po wielu dyskusjach rada miejska podjęła uchwałę o utworzeniu Witnickiej Strefy Przemysłowej.
Gmina podjęła się dwu dużych wyzwań. Pierwsze to działalność promocyjna, propagująca strefę i jej zasady. Podjęto także starania o pozyskanie środków finansowych, które pozwoliłyby na wybudowanie na terenie Witnickiej Strefy Przemysłowej dróg i chodników, oświetlenia, instalacji gazowych, energetycznych, wodno-kanalizacyjnych. Pierwszy inwestor z Niemiec zdecydował się na budowę zakładu po kilkumiesięcznych bardzo trudnych, negocjacjach. Wybudował on pierwszy zakład z branży metalowej. Na wybudowanie porządnej drogi dojazdowej czekał półtora roku. Zatrudnił na początku ponad 80 pracowników, sprowadził maszyny i uruchomił produkcję wyrobów z aluminium.
– Dziś Witnicka Strefa Przemysłowa to zupełnie inna skala i inny obszar gospodarczy.
Dostęp do energii
Jednym z kluczowych działań była decyzja o budowie obwodnicy miasta, która przebiega właśnie przez tereny strefy. Drugim inwestorem został miejscowy przedsiębiorca Mirosław Laszko, właściciel firmy Lamix, produkującej papiery higieniczne. Podjął on decyzję o budowie własnej papierni, zatrudnia ona około 120 ludzi. W tym samym okresie, Zakład Energetyczny podjął decyzję o budowie w Witnicy, właśnie na terenie strefy, Głównego Punktu Zasilania, który zapewni niedługo moc 4 MGW, czyli dwukrotnie taką, jaką dziś zużywa całe miasto (włącznie z zakładami) – informuje Andrzej Zabłocki, burmistrz Witnicy.
Zakłady Gazownicze rozbudowały sieć średniego ciśnienia i mogą podawać duże ilości gazu. Trwają prace dokumentacyjne poszerzające obszar strefy o kolejne 25 ha.
Oszczędności i turystyka
Prace modernizacyjne oświetlenia miejskiego w Witnicy trwają od września zeszłego roku. Dla gminy to spory wydatek, jednak już teraz wiadomo, że przyniosą spore korzyści. Koszt opłat za energię elektryczną zmniejszą się o 40 proc. Przez pewien czas nie będzie też konieczności wnoszenia opłat konserwacyjnych, obecnie wynoszą one około 10 tys. miesięcznie. Roczne oszczędności mogą wynieść nawet 143 tys. zł.
Władze lokalne dbają także o turystów. To głównie z powodu przyciągnięcia do gminy nie tylko inwestorów wkrótce w podwitnickim Świerkocinie powstanie „Zoo Safari”. Dla turystów tworzona jest także przystań żeglugi rzecznej na Warcie MARINA, z której odbywać się będą spływy tratwami ma tereny Parku Narodowego „Ujście Warty”.w
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
|
Pan
Andrzej Bocheński
Marszałek Województwa Lubuskiego
W imieniu Rady Miejskiej Witnicy oraz swoim, jako gospodarza Gminy, zwracam się do Pana Marszałka oraz do Zarządu, jako gospodarza Województwa Lubuskiego, w z prośbą o podjęcie niezwłocznych starań dotyczących realokacji środków finansowych absorbowanych z Unii Europejskiej przez Polskę, a przeznaczonych do wykorzystania w latach 2002-2006 przez inne regiony - na obszar województwa lubuskiego.
Z pojawiających się ostatnio informacji, m. in. podczas konferencji w Warszawie na temat funduszy unijnych wynika, iż w wielu województwach poziom wykorzystania finansowania unijnego jest minimalny (niektóre przykłady operowały wskaźnikiem 3-5 %). Dane te potwierdzało Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, poprzez p. minister Grażynę Gęsicką. W związku z powyższym informację taką należy traktować jako wiarygodną i potwierdzoną. Jeśli zarządy kilku województw w Polsce nie potrafiły wykorzystać finansów unijnych, należałoby podjąć pilne działania powodujące, że niewykorzystane środki zostaną przesunięte w te obszary, gdzie istnieje ogromna szansa na ich szybkie zaangażowanie w realizowane inwestycje.
Uważamy, iż województwo lubuskie jest przygotowane do opisanej wyżej realokacji, ponieważ z lokalnych danych wynika, iż znaczna liczba projektów oczekuje tylko i wyłącznie na możliwość dofinansowania, posiadając kompletną dokumentację, pozwolenia na budowę, a także pozytywne oceny uzyskane podczas procesu weryfikacji przez panel ekspertów i komitet sterujący.
Gmina Witnica jest autorem takich właśnie projektów, z których jeden aktualnie znajduje się na pierwszym miejscu tzw. listy rezerwowej, oczekując na nowe źródła dofinansowania (pierwszy to: „Witnica czysta i zielona”; drugi to: „Rewitalizacja pałacu w Dąbroszynie” ). Jest to dla nas o tyle istotne, że pierwszy projekt dotyczy kompleksowego rozwiązania problemu ścieków komunalnych w Witnicy, problemu w XXI wieku już wstydliwego. Ma on wymiar Regionalny, ponieważ bezpośrednio wpływa na stan środowiska w jedynym w województwie Parku Narodowym „Ujście Warty”. Brak pełnej sieci kanalizacji sanitarnej hamuje rozwój miasta. Nie mniej ważny jest drugi projekt, ponieważ jego efektem będzie zakończenie rozpoczętej za unijne pieniądze jeszcze w 1999 r., kompleksowej renowacji zabytkowego zespołu pałacowo-parkowego w Dąbroszynie. Dlatego tak bardzo zależy nam na pilnym pozyskaniu dodatkowych środków finansowych, bez których nie jest możliwe rozpoczęcie żadnej z opisanych wyżej inwestycji. Dla zobrazowania omawianych kwestii warto dodać, iż wartość obu projektów to kwota ok. 20 mln zł, a Gmina Witnica bez problemu zabezpiecza wymagany 25–procentowy udział własny w wysokości 5 mln zł. Wiemy, że w podobnej sytuacji – jeśli chodzi o przygotowanie logistyczne i zabezpieczenie finansowe procesu inwestycyjnego - jest wiele innych samorządów w województwie lubuskim.
W bieżącym roku kończy się przyznana Polsce kwota w ramach budżetu unijnego na lata 2002-2006. Dlaczego miałoby dojść do sytuacji, w której znaczne pieniądze pozyskane wcześniej z UE - są obecnie zwracane z powodu złego przygotowania niektórych beneficjentów z polskiej strony ? Uważamy, że szybkie i zdecydowane działania rządu mogą spowodować przyjęcie właściwych rozwiązań, ku zadowoleniu wszystkich zaangażowanych stron. Dlatego trzeba zrobić wszystko, aby choć część z około 300 projektów z województwa lubuskiego, mających wszystkie elementy potrzebne do rozpoczęcia realizacji została wykonana dzięki pieniądzom, które są przeznaczone dla Polski. Działania w tej sprawie powinni w trybie pilnym rozpocząć również parlamentarzyści województwa lubuskiego, bez względu na partyjną przynależność, gdyż celem nadrzędnym jest rozwój naszego regionu.
Oczekujemy informacji o podjętych działaniach w związku z opisanym wyżej problemem, a jeśli to możliwe, pilnej reakcji kompetentnych urzędników państwowych. Jeśli nasza pomoc byłaby do czegokolwiek przydatna, chętnie zaangażujemy się w działania wspierające Urząd Marszałkowski.
Andrzej Zabłocki
Do wiadomości:
1. Senatorowie i Posłowie Województwa Lubuskiego
2. Grażyna Gęsicka – Minister Rozwoju Regionalnego
3. Marek Ast - Wojewoda Lubuski
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
W Witnicy grunt jest na medal
|
 Mała, bo licząca 4,5 hektara działka w Witnicy została uznana przez PAIiIZ najlepszym gruntem pod inwestycję w woj. lubuskim. Dlaczego? Jest ostatnią wolną parcelą w witnickiej strefie przemysłowej
Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych organizuje konkurs, po to by zdobyć informacje o dobrze przygotowanych terenach, które można potem zaproponować inwestorom zagranicznym. - Odpowiedni teren i profesjonalna jego promocja to szansa na pozyskanie inwestycji, a tym samym na znaczne zwiększenie miejsc pracy -
opowiada Barbara Sawicz, dyrektor departamentu współpracy regionalnej PAIiIZ - To również zachęta dla gmin, aby podejmowały coraz więcej profesjonalnych działań, aby wypromować swój region.
Z całej Polski do komisji konkursowej napłynęły 342 oferty. Spośród nich wyróżniono 70 gmin, wśród nich złotą "szesmnastkę" (jedna gmina na województwo). Jurorzy uznali, że najlepszym gruntem dla inwestora w Lubuskiem jest niewielka 4,5 hektarowa (średnio grunty miały po 40- 60 ha) działka w Witnicy. Jest ona ostatnią parcelą do sprzedaży w witnickiej strefie przemysłowej, reszta rozeszła się na pniu. Grunt należy do miasta. Atutem działki to bezpośrednim sąsiedztwie drogi wojewódzkiej z Gorzowa do Kostrzyna i oddalona o 250 metrów bocznica kolejowa.
- Schody w naszym magistracie są zawsze wyłożone czerwonym dywanem. Nie wiadomo kto okaże się prawdziwym inwestorem, wszystkich traktujemy więc z tak samo, czy to duża, czy mała firma - mówi burmistrz Witnicy Andrzej Zabłocki, burmistrz Witnicy.
Jurorzy wyróżnili także działki w Nowej Soli, Żarach, Żaganiu, Szprotawie i Gorzowie. Zielona Góra nie zgłosiła swoich gruntów do konkursu.
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Tutaj mają pracę
|
60 osób dostało pracę w szwedzkiej firmie Stenqvist, która ma w Witnicy produkować torby reklamowe i opakowania. To kolejna już firma, która chce zainwestować w gminie.
- Na razie dostajemy umowy na okres próbny. Jak ktoś się sprawdzi, to będzie zatrudniony na stałe. Zostałem operatorem wózka widłowego, ale na razie, zanim wejdą pracownicy produkcji, maluję posadzkę w hali - mówi mieszkaniec Witnicy Konrad Karczmarski.
Szwedzi wydzierżawili halę o powierzchni 2,5 tys. m kw. od niemieckiej firmy Pom - Polonia. Jej pracownik Janusz Turów wyjaśnia, że obiekt wymagał małego remontu. Firma pomalowała halę, odnowiła pomieszczenia biurowe, szatnie i toalety. - Dobudowaliśmy garaż dla wózka widłowego, wymieniliśmy oświetlenie i podłączyliśmy ogrzewanie gazowe. Całość zajęła nam około półtora miesiąca, ale już kończymy - wyjaśnia J. Turów.
Przedstawiciel skandynawskiej firmy Robert Przybysz tłumaczy, że załoga jest już skompletowana. - Główny zakład mieści się w Kostrzynie. Tam zatrudnienie znalazło 180 osób. W związku z tym, że firma się rozrasta, szukaliśmy innego lokum. Witnica odpowiadała nam z wielu względów, głównie logistycznych. Pracę znajdzie u nas 40 mężczyzn i 20 kobiet. Pierwsi pracownicy pojawią się w firmie zaraz po nowym roku.
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
| Przyjedźcie do nas! |

Kostrzyn, Witnica, Gorzów i okoliczne gminy wymyśliły sposób na turystów park pełen atrakcji.
W pracowni Krzysztofa Kuchnio w Nowinach Wielkich (gm. Witnica) właśnie powstają wielkie, sztuczne dinozaury. Już niedługo 100 takich modeli stanie w parku, który będzie częścią projektu Zoo -Dina-Marina.
Na początek dinozaury
W jego realizację włączyły się: Witnica, Kostrzyn, Bogdaniec, Santok i Gorzów. Wspólnie zbudują przystanie jachtowe i ścieżkę rowerową. Odnowiony pałac w Dąbroszynie zamieni się w ekskluzywny hotel z restauracją.
- Wydzierżawiłem pięć ha lasu w centrum Nowin. Pierwszych 30 dinozaurów stanie w maju. Potem kolejne. Jeśli się uda, park otworzymy przed wakacjami - mówi K. Kuchnio. Nad jednym dinozaurem pracuje on od dwóch tygodni do pół roku. - Chyba zdążę -dodaje ze śmiechem.
Jachtem na kolację
Oprócz parku z dinozaurami (zwiedzanie będzie płatne) zbudowana zostanie ścieżka rowerowa z Nowin Wielkich do prywatnego Zoo Safari w Świerkocinie. Na tych, którzy nie zechcą podróżować lądem, będą czekały jachty w dwóch przystaniach (Świerkocienie i Dąbroszynie). Zmęczeni turyści zjedzą kolację i spędzą noc w odnowionym za 8 min zł dąbroszyńskim pałacu.
Chcemy zatrzymać turystów na dłużej niż jeden dzień. Dlatego stworzyliśmy projekt, na który składa się tak wiele elementów. Ci, którzy przyjadą, nie będą się nudzić - mówi największy zwolennik projektu, burmistrz Witnicy Andrzej Zabłocki.
Projekt ma być zrealizowany w 2007 roku.
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Strefa sukcesu
|
|
100 nowych miejsc pracy da firma Plastimat, która wybuduje fabrykę w Witnicy. To miasto jako pierwsze w Lubuskiem przygotuje kompletnie gotową strefę przemysłową czekającą na inwestorów.
- Podpisaliśmy właśnie akt notarialny na sprzedaż działki inwestorowi z Niemiec. Będzie to już trzecia fabryka w Witnickiej Strefie Przemysłowej – cieszy się burmistrz Witnicy Andrzej Zabłocki. Firma Plastimat ma sześć zakładów w Europie Zachodniej. Produkuje elementy bezpieczeństwa drogowego – przydrożne słupki, elementy odblaskowe montowane na barierkach i tzw. kocie oczka – odblaskowe kostki wtapiane w jezdnię. Inwestor docelowo zatrudni sto osób. Budowa fabryki ruszy wiosną i zakończy się jeszcze w przyszłym roku. Również wiosną firma będzie szukać pierwszych 50 pracowników, prawdopodobnie przez gorzowski pośredniak.
Mają szanse
drzwi i fasady z aluminium, a Lamix – chusteczki higieniczne i galanterię papierową. Ta ostatnia jest na etapie rozruchu nowej fabryki wybudowanej w strefie w tym roku. Również w tym roku Witnica Metal rozbudowała swoją fabrykę niemal dwukrotnie. – Chcieliśmy zainwestować w Gorzowie, ale o rozbudowie fabryki zdecydowały względy logistyczne. Na razie na tym poprzestaniemy. Strefa ma duże szanse rozwoju. Konkurencja specjalnej strefy ekonomicznej jest jednak duża. W Gorzowie, Słubicach czy Kostrzynie inwestorzy mają większe ulgi niż w Witnicy – mówi Katarzyna Schneider z Witnicy Metal.
Firma zwiększyła zatrudnienie o 30 osób. Również Lamix zatrudnił dodatkowo 50 pracowników. W sumie w strefie będzie pracować prawie 400 witniczan.
Unia dokłada
Strefa istniała od kilku lat, ale władze miasta nie miały pieniędzy na jej uzbrojenie. Pomogła im inicjatywa pod hasłem „Lubuska sieć aktywności gospodarczej – miasta przyjazne inwestorom” firmowana przez Lubuski Urząd Marszałkowski. Do programu weszły Gubin, Międzyrzecz, Kostrzyn, Zielona Góra i Witnica. Inwestycję dofinansował europejski fundusz pomocowy Phare. Program opiewa na ponad 3,7 mln euro. Za te pieniądze gminy uzbrajają tereny czekające na potencjalnych inwestorów. W pierwszej racie Witnica dostała 260 tys. euro i dołożyła do tego ponad 60 tys. Wybudowała wodociąg, kanalizację, ulice, chodniki i oświetlenie w strefie.
Po wejściu trzech firm do Witnicy grupa energetyczna Enea postanowiła zainwestować tam 10 mln zł. – Dzięki głównemu punktowi zasilania, który powstanie, będziemy mogli zaoferować inwestorom każdą moc energii elektrycznej – mówi wiceburmistrz Eugeniusz Kurzawski. W drugiej racie Witnica dostanie 280 tys. euro. Za te pieniądze dokończy uzbrojenie koło stojących już fabryk i będzie pierwszym miastem z kompletnie uzbrojoną strefą inwestycyjną. Witnica rozmawia już z nowymi inwestorami na temat budowy kolejnych zakładów.
ARTUR ROSIAK
(95) 722 53 62
arosiak@gazetalubuska.pl
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
|
Dostali szkołę
|
 Andrzej Zabłocki, burmistrz prawie 13-tysięcznej gminy Witnica, został prymusem Szkoły Samorządu ,,Gazety Lubuskiej’’. W jego urzędzie najszybciej można dogadać się w języku obcym, oferty inwestycyjne są wzorowe, nawet opozycja dostrzega sporo dobrych stron.
- Testy, które przeprowadziliście, powinien zaliczyć każdy wójt, burmistrz czy starosta, bo to staje się normą. Nie wyobrażam sobie, żeby w przyszłości władza samorządowa nie znała języka obcego czy nie miała profesjonalnej oferty inwestycyjnej - mówi nam A. Zabłocki.
Internet jednak obcy
Nasza szkoła ruszyła na początku maja. Gdy maturzyści zmagali się z trudami egzaminu, samorządowcy z gmin, miast i powiatów leżących w granicach byłego Gorzowskiego głowili się nad samooceną. To było pierwsze zadanie dla naszych władz. Nie wszyscy chcieli siebie ocenić. Czekali, aż zrobią to inni. Po tygodniu daliśmy więc głos opozycji obecnych władz.
Sprawdziliśmy też, jak urzędy zarządzane przez naszych studentów traktują interesantów, którzy pytania wyślą pocztą elektroniczną - a każdy ma prawo do uzyskania informacji. Okazało się, że ta zdobycz techniki nie u wszystkich jest należycie wykorzystana.
Podeszliśmy poważnie
Skoro pytania po polsku sprawiły kłopot urzędnikom, pomyśleliśmy, że łatwiej dogadają się obcokrajowcy. Nasz dziennikarz Tomasz Rusek podszył się pod belgijskiego przedsiębiorcę i próbował po angielsku uzyskać informacje o możliwości inwestycji. - Wasz inwestor zrobił u nas furorę. Telefon odebrał mój zastępca. Po rozmowie przyszedł do mnie i powiedział, że jest oferta i coś musimy zrobić. Podeszliśmy bardzo poważnie do tej propozycji, ale następnego dnia przeczytaliśmy w gazecie, że to był żart - śmieje się A. Zabłocki. - Od tego dnia uważaliśmy na telefony od ,,potencjalnych inwestorów’’.
Z zadaniem językowym niewielu jednak poszło tak dobrze.
Poprosiliśmy o pomoc eksperta. Edyta Hubska-Bogdanowicz (dyrektor działu marketingu w Polsko-Niemieckim Towarzystwie Wspierania Gospodarki) oceniła ofertę inwestycyjną. - Gminy nie mają długoletniej strategii. Wiele z nich przygotowuje ofertę ogólną dla wszystkich, a to w praktyce oznacza, że dla nikogo - mówiła. - Promowanie gminy tylko pozornie przypomina promowanie margaryny czy jogurtu.
Systematycznie wpływały też oceny czytelników. Nie wszystkie mogliśmy opublikować - niekiedy opinie były obraźliwe.
Zapraszamy najlepszych
- Sądzę, że studenci są szczęśliwi, że szkoła już się skończyła. Wszyscy pytali, co też jeszcze wymyślicie - mówił wczoraj burmistrz Witnicy. - Owszem, była to dobra zabawa, choć pewnie nie dla wszystkich burmistrzów, wójtów czy starostów. Opozycja wykorzystywała każdą gorszą ocenę do krytyki obecnych władz.
Po podsumowaniu wszystkich ocen (samooceny studenta, oceny konkurenta, zadania ustawowego, językowego, inwestycyjnego i głosu mieszkańców) powstał ranking studentów. Po odbiór specjalnych świadectw dziesiątkę najlepszych zapraszamy za tydzień w piątek na 10.30 do naszej redakcji w Gorzowie (ul. Sikorskiego 21). Wkrótce podamy też nazwiska czytelników, którzy wylosowali upominki ,,Gazety Lubuskiej’’ za wysłane kupony. Wszystkim dziękujemy za udział w naszej zabawie!
WOJCIECH WYSZOGRODZKI
(95) 720 71 96
wwyszogrodzki@gazetalubuska.pl
|
|
 |
|
|
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
| 28-07-2003 00:00 |
| Kościół w Dąbroszynie. Panteon chwały rodów szlachty dąbroszyńskiej, red. Janusz Michalski, Błażej Skaziński, nakładem Urzędu Miasta i Gminy Witnica, Witnica 2003 |
Tom poświęcony świątyni w Dąbroszynie otwiera monumentalną serię „Zespół Parkowo -Pałacowy w Dąbroszynie”. Poświęcony jest dziejom dąbroszyńskiego kościoła, jednego z ciekawszych zabytków w północnej części województwa. W części opisowej teksty historyczne dotyczące dziejów samej świątyni jak i wielkich rodów związanych z całym kluczem pałacowym w Dąbroszynie wyszły spod ręki specjalistów - historyka Zbigniewa Czarnucha, regionalisty i znawcy dziejów tych terenów, historyków sztuki Janusza Michalskiego i Błażeja Skazińskiego oraz archeologa Sylwii Groblicy.
Autorzy dokładnie omawiają poszczególne aspekty świątyni, drobiazgowy wręcz opisują pamiątki po rodzie von Schoening, von Wreech oraz von Doenhoff, szczególnie wnikliwie przypatrują się krypcie grobowej i detalom jakie tam ocalały. Tak samo drobiazgowo opisują detale sarkofagu marszałka Adama von Schoening - najwybitniejszego przedstawiciela tego rodu pochowanego w Dąbroszynie.
Niestety, owa drobiazgowość i pieczołowitość sprawiła, że album w istocie przeznaczony jest dla fachowców, którzy znakomicie posługują się językiem historii sztuki i którzy cały czas nie muszą sięgać po słowniki. Dal przeciętnego czytelnika, nawet zainteresowanego historią określenia typu „panoplia”, „antaba”, „feston”, „kampanula” niestety nie mówią nic, a co więcej stają się rafami, po których książkę się po prostu odkłada. A przecież można było do tych szczegółowych, pisanych językiem historii sztuki dołożyć jedno zdanie wyjaśnienia - powaga wydawnictwa na tym by nie straciła a zwykły czytelnik tylko zyskałby na lekturze.
Osobną wartością tomu są zdjęcia -zarówno odrestaurowanych detali z krypty grobowej jak i wnętrza kościoła oraz z akcji wydobywania sarkofagu marszałka von Schoeninga z krypty grobowej. I znów szkoda wielka, że znalazły się one w końcowej części wydawnictwa a nie ilustrują poszczególnych artykułów im poświęconych.
Pomijając te potknięcia, charakterystyczne dla wydawnictw naukowych należy docenić ogrom pracy oraz pieczołowitość z jaka przygotowano to niezmiernie atrakcyjne wydawnictwo.
Tym bardziej też wielkie słowa uznania należą się władzom Witnicy, które ekskluzywny album oraz cała serię finansują i którym udało się pozyskać na ten cel dotację z unijnego program „Małe projekty” PHARE CBC. Dlatego też wydawnictwo wyszło z tekstami po polski niemiecku. Co tylko podnosi jego atrakcyjność w oczach czytelników.
Niestety, że względu na fakt, iż książka została dofinansowana z pieniędzy unijnych nie może ona trafić na zwykły księgarski rynek. Kolekcjonerom regionalików pozostaje jedna droga - udowodnić burmistrzowi Witnicy Andrzejowi Zabłockiemu, że zależy im na tym wydawnictwie i wpłacić dobrowolny datek na następne książki. Wówczas być może burmistrz z własnych egzemplarzy wydzieli takiemu kolekcjonerowi jeden egzemplarz.
Gazeta Wyborcza roch
|
| autor: Daniel Jaskólski (Podinspektor ds. Oświaty) |
 |
|
opublikował: () zmiany: 28-07-2003 09:32 przez |
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
 |
 |
 |
| |
| 28-07-2003 00:00 |
| WITNICA Nowy album historyczny |
Panteon chwały
Ukazał się kolorowy album o szlachcie dąbroszyńskiej. Za wydawnictwo zapłacił Urząd Miasta.
Książka była gotowa już trzy lata temu. Opracowali ją historycy pracujący ówcześnie w Muzeum im. Jana Dekerta w Gorzowie. Dopiero teraz jednak znalazły się fundusze na wydanie albumu. Inicjatorami wydawnictwa byli członkowie Towarzystwa Przyjaciół Witnicy, którego wiceprezesem jest burmistrz Andrzej Zabłocki. Urząd Miejski wystąpił bowiem o dofinansowanie do funduszu Phare. Fundusz pokrył 3/4 kosztów.
Ładnie wydana
Album ,,Kościół w Dąbroszynie. Panteon chwały rodów szlachty Dąbroszyna’’ przedstawia historię tamtejszej szlachty i to, co do dziś po niej zostało. Szczegółowo opisuje miejscowe zabytki i eksponaty. Książka jest kolorowa, w sztywnej okładce, bogato ilustrowana i oparta na źródłach historycznych.
Album ukazał się w nakładzie 1 tys. egzemplarzy. Ma 160 stron i 90 ilustracji. Wydała go gorzowska drukarnia Sonar. Jego wydanie kosztowało ponad 50 tys. zł.
Nie na sprzedaż
Kilka dni temu odbyła się promocja książki z udziałem władz gminy i zaproszonymi historykami. Goście zwiedzili remontowany pałac w Dąbroszynie oraz kościół i krypty z grobowcami miejscowej szlachty, a następnie pojechali do Mierzęcina. Tamtejszy pałac ma wiele związków z pałacem dąbroszyńskim. Tam też rozdano pierwsze egzemplarze książki. - Album nie będzie sprzedawany. Dostaną go biblioteki, muzea, szkoły, urzędy miast i gmin oraz ważne instytucje. Będzie można też go otrzymać w Urzędzie Miasta - mówi Daniel Jaskólski z witnickiego magistratu.
Gazeta Lubuska - Artur Rosiak
|
| autor: Daniel Jaskólski (Podinspektor ds. Oświaty) |
 |
|
| opublikował: () |
 |
|
 |
|
|
 |
 |
 |
|
|